Woda w Krakowie

19 maja 2010

Padające w Krakowie deszcze sprawiły, że nasze placówki salezjańskie, które są położone blisko Wisły, zostały podtopione. W poniedziałek od godzin wczesno-porannych, współbracia ze wspólnot przy ul. Konfederackiej i Bałuckiego, bronili przed zalaniem pomieszczenia: pralnie, magazyny kuchenne i pomieszczenia pod domem.

Dopóki woda wdzierała się istniejącymi kanałami spustowymi, udawało się nam ją powstrzymać. Kiedy jednak zaczęły przesiąkać wszystkie ściany, w bardzo krótkim czasie zostały zalane pomieszczenia pod domem jak i pod kościołem do wysokości 60 – 70 cm. Zalane zostały również piece gazowe, brak jest ciepłej wody. Przez cały dzień i przez całą noc dyżurujący współbracia próbowali wypompowywać wodę, ale nawet po półtoragodzinnej nocnej interwencji Straży Pożarnej, udało się zmniejszyć poziom wody jedynie o 2 cm, który i tak do rana wzrósł o 15 cm. Dodatkowym utrudnieniem były braki w dostawie energii elektrycznej to w jednym to w drugim domu. Obecnie nie zalane pozostają pomieszczenia archiwum i intensywnie bronione są najniżej położone pomieszczenia poligrafii.

Fala powodziowa zaczęła zalewać domy na Łosiówce  we wtorkowe popołudnie. Pierwsze ślady przedostającej się wody zaczęły pojawiać się  w pomieszczeniach kotłowni, które obsługują wszystkie domy. Późnym popołudniem zauważono wycieki w bibliotece, podziemiach WDM i Salosu. Z trwogą patrzyli wszyscy na ulewny deszcz i nurt Wisły, który wzrastał z ogromna szybkością. Natychmiast wszyscy przystąpili do akcji ratowania bezcennych woluminów, które przez tyle pokoleń były gromadzone w seminaryjnej bibliotece. Podobną sytuację odczuwano w pobliskim WDM –ie, gdzie woda zaczęła się przedostawać przez ściany i płytki w podłodze. Wszyscy już wiedzieli że tej nocy, snu nie będzie. Przez całą noc na zmianę pełniono dyżury przy wypompowywaniu wody i doglądaniu wszystkich pomieszczeń. Ofiarna postawa współbraci i wolontariuszy nie była jednak w stanie powstrzymać narastających z godziny na godzinę skutków tej ogromnej powodzi. Około 4 nad ranem mimo działających pomp, który w błyskawicznym tempie zostały zorganizowane, zalany został piec grzewczy. Spowodował on że ciepła woda jest na razie tylko marzeniami wszystkich. W środę koło południa sytuacja wydawał się być opanowana. Jedno jest już pewne: książkom nic się nie stało. To wielka zasługa współbraci kleryków i przełożonych Seminarium. Młodzieży Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego dziękujemy za ofiarną pracę przy WDM –ie i pomieszczeniach Salosu.

Dołączona galeria zdjęć z poszczególnych domów ukazuje sytuację powodziową

ks. Dariusz Bartocha i ks. Andrzej Gołębiowski

Zobacz film ze śmigłowca

Możliwość komentowania jest wyłączona.