o. prof. Tadeusz Dionizy Łukaszuk

  5 lata temu     751 Views  

Kapituła nagrody „Mir Inspektorii Krakowskiej”, na posiedzeniu dnia 19 grudnia 2011 roku w Krakowie, pod przewodnictwem Księdza Inspektora Dariusza Bartochy i na wniosek Wspólnoty p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP w Krakowie, podjęła jednogłośnie decyzję o uhonorowaniu, za szczególne zasługi na polu wieloletniej działalności naukowej, dydaktycznej i ewangelizacyjnej w WSDTS w Krakowie, co bezpośrednio przyczyniło się do wykształcenia teologicznego wielu pokoleń salezjanów,
Mirem Inspektorii Krakowskiej 2011 Ojca Profesora Tadeusza Dionizego ŁUKASZUKA




LAUDACJA

Powołanie teologa

Niezwykły to dla mnie zaszczyt, a także przyjemność wielka przedstawić państwu i młodym współbraciom sylwetkę człowieka wielkiego, jakim jest O. Profesor Tadeusz Błażej Dionizy Łukaszuk. Ale i zadanie to niełatwe, bo T. Łukaszuk to postać tak bogata i wielowymiarowa (jak sama teologia), że trudno byłoby w pełni zawrzeć ją w tym, krótkim wystąpieniu. To ksiądz i zakonnik, teolog i intelektualista, autor wielu książek i artykułów a także udzielający się w duszpasterstwie. Z konieczności więc niektóre wydarzenia z tej bogatej biografii pominę choć jak sądzę, byłyby one jej wielkim ubarwieniem. Nie wspomnę więc o Kryśce, której nosił teczkę do szkoły; a jego ojciec potraktował go batem; nie wspomnę z Antkiem bronili się na KULu przed podpisaniem deklaracji abstynenckiej; nie wspomnę też o tzw. „dobrowolnym urlopie przymusowym” w którym musiał powstrzymać się od pracy naukowej; nie będzie też o naszym wspólnym kierowaniu Wydziałem Teologicznym PAT.

Biografia w zarysie

Profesor Łukaszuk jest przede wszystkim księdzem. Księdzem zaangażowanym, pełnym wiary w sens swojej pracy, pełnym nadziei – może nie na sukces, ale przynajmniej na zrozumienie, pełnym wreszcie miłości do drugiego człowieka. A co najważniejsze, jest księdzem głęboko wierzącym. Grzech pierworodny odziedziczył 3 lutego 1934 roku (za tydzień 78 rocznica tego wydarzenia) w Rakowiskach koło Białej Podlaskiej. Po szkole podstawowej mając 14 lat znalazł się w Niższym Seminarium Paulińskim w Krakowie. W 1950 roku odbywa nowicjat, a w 1952 zdaje maturę. Lata 1952-1957 to studia w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Warszawie. Święcenia kapłańskie otrzymał na Jasnej Górze 29 czerwca 1957 z rąk Księdza Kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski. W latach następnych studiuje teologię dogmatyczną, a ściślej mariologię, w KUL. Następnie przez siedem lat pracuje duszpastersko. W słynnym roku 1968 rozpoczyna studia doktoranckie na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, by po czterech latach otrzymać dyplom doktora nauk teologicznych na podstawie rozprawy doktorskiej, której tytuł brzmiał: „Związek dogmatu grzechu pierworodnego z monogenizmem w teologii katolickiej ostatniej doby”. W 1989 uzyskuje stopień naukowy doktora habilitowanego na podstawie rozprawy: „Istnienie Szatana i demonów jako problem w katolickiej teologii posoborowej”. Po książce „Obraz Święty – Ikona w życiu, w wierze i w teologii Kościoła” otrzymuje tytuł naukowy Profesora. Historia zatoczyła więc koło zaczynające się od problematyki maryjnej by następnie poprzez grzech pierworodny i Szatana i demonów wrócić ponownie do mariologii.
Od 1972 jest wykładowcą teologii dogmatycznej w WSD Paulinów i WSTDS w Krakowie. (40 lat). Od połowy lat siedemdziesiątych wykładowcą na Wydziale Teologicznym, a następnie WT PAT i w sekcji Eklezjologiczno-Mariologicznej tegoż Wydziału w Częstochowie. Do roku 2004 wypromował 46 magistrów, 12 licencjatów, 5 doktorów. Uczestniczył w trzech Międzynarodowych Kongresach Mariologiczno-Maryjnych i na wielu sesjach tematycznych w Polsce, często z autorskim referatem. Jego publikacje obejmują: 5 książek, 64 artykuły, 17 recenzji.

Specyfika teologii w wydaniu Łukaszuka

Błogosławiony Jan Paweł określił kiedyś teologię jako naukę, która uczy nas jak samych siebie składać w ofierze innych. Do tego potrzebne są służba i ofiara. Tymi też cechami charakteryzuje się teologia O. Dionizego. Uprawiał on zawsze teologię prawdziwie katolicką, bo prawdziwa teologia możliwa jest tylko tam, gdzie jest przechowywane Boże Objawienie. Swoje teologiczne poczynania traktował zawsze, jak sam pisze, jako służbę Ludowi Bożemu, zleconą mu przez Pana w postaci specjalnego powołania, bo teologiem katolickim można być tylko w wyniku szczególnego powołania. Wierność temu powołaniu prowokowała pytania:
– jakie są faktyczne prawdy wiary nauczane i przyjmowane w Kościele?
– jaki jest ich stopień pewności i wynikający z tego stopień ich obowiązywalności dla wierzących?
– jaką zawierają w sobie treść?
Na pytania te poszukiwał odpowiedzi. Świadom, że każda prawda wiary musi wynikać z objawionego słowa Bożego, odpowiedzi te odnajdywał. Innym, skoncentrowanym bardziej nie tyle na poszukiwaniu prawdy, ile raczej na mnożeniu dogmatów, przychodziło to znacznie trudniej. Wielu się gorszyło wtedy, gdy w rozprawie doktorskiej Łukaszuk stwierdził, że nauka katolicka nie musi podtrzymywać tezy o biologicznym monogenizmie. Nie zważali, że do konstatacji takiej doszedł on po wnikliwej analizie źródeł wiary i po omówieniu opinii teologicznych. Podobnie było z powszechnie niemal głoszoną opinią o wiecznym potępieniu dzieci nienarodzonych. O. Dionizy wskazał drogi, na których dzieci te mogłyby dostąpić zbawienia. Polemiści przywoływali tekst Wyznania wiary Michała Paleologia (przygotowanym przez stronę katolicką). Nie ma w nim jednak wzmianki o dzieciach ale o tych, którzy uporczywie trwają w stanie grzechu śmiertelnego lub pierworodnego.
Do bardziej jeszcze zabawnej sytuacji doszło przed kolokwium habilitacyjnym, którego podstawą była książka: Szatan i demony jako problem w katolickiej teologii posoborowej. Problemem tej rozprawy, jak pisze nasz Autor, miało być nie istnienie Szatana i demonów jako takie, rzeczywiste lub możliwe w porządku obiektywnego bytu, lecz istnienie brane w odniesieniu do źródeł wiary, czyli takie, które znajduje swe potwierdzenie lub go nie znajduje, w źródłach wiary. Tylko tak bowiem ujmowane istnienie mogło stać się problemem dla teologii. Kiedy Ojciec Dionizy przytoczył opinię wybitnych teologów (K. Rahner, O. Semmelroth) głoszącą, że źródła wiary Pismo i Tradycja, nie dostarczają na tym etapie badań podstaw na rozstrzygnięcie tego problemu (w oparciu o te źródła nie da się ani zaprzeczyć ani udowodnić ich istnienia), wtedy w Krakowie zrobił się szum. Na radzie Wydziału postulowano nawet aby zmusić Łukaszuka do złożenia wyznania wiary, jeśli chce być dopuszczony do kolokwium. On natomiast odpowiedział: Owszem, złożę. Proszę mi tylko wskazać które i w którym wyznaniu wiary jest wyrażona jednoznacznie doktryna, dyskutowana przez teologów i przeze mnie w świetle tej dyskusji przedstawiona. Cała dyskusja dotyczyła przecież pytania: czy taka doktryna jest i gdzie jej należy szukać? Odstąpiono od konieczności składania wyznania wiary, do kolokwium został dopuszczony, habilitacja przebiegła pomyślnie, a książce zrobiono tym samym wielką promocję.
Przy okazji jakby książka wniosła jeszcze jedną wartość: uporządkowanie terminologii piśmiennej w odniesieniu do Szatana i demonów. Otóż termin Szatan odnoszony jest w Biblii do postaci jednostkowej, a więc jest to imię własne. Jako jednostkowe nie można go stosować w liczbie mnogie, jako własne pisane powinno być z dużej litery. Nie powinno się też używać zwrotu: wierzę w diabła. Bo jeśli wierzysz w diabła, to nie wierzysz w Boga. Tym razem sprzeciw wobec traktowania Szatana z dużej litery podnosili ci, którzy nie widzieli nic złego w pisowni imienia drugiego członu trzeciej Osoby Boskiej ze skrótem i z małej litery: Duch św. (analogicznie byłoby: Pan b. albo Jezus ch.).
Nie była też Ojcu Dionizemu obca idea uprawiania mariologii w kontekście, która właściwie dopiero dziś jest dynamicznie rozwijana. Chodzi o kontekst chrystologiczny i eklezjologiczny. Daje temu wyraz w dwóch książkach, mianowicie: „Obraz święty – ikona w życiu, w wierze i w teologii Kościoła” oraz „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego ”. W pierwszej rozprawia się z problemem obecności w ikonie osoby, którą dana ikona przedstawia. Sobór Nicejski II rozstrzygnął trwający kilka wieków spór w tej kwestii, chodzi o ikonoklazm, umieszczając ikonę na tym samym poziomie, co Ewangelię. Do dziś, z tej okazji, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, Kościół prawosławny obchodzi Święto Ortodoksji. A Łukaszuk ze spokojem stwierdza, że obraz nie musi tworzyć obecności, bo ona w naszym świecie istnieje mocą przebóstwionego, chwalebnego sposobu bytu, o czym zapewnił nas Zbawiciel w słowach: Aoto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Ikona obecności nie tworzy ale staje się ośrodkiem błogiego promieniowania obecności, która jest, która istnieje niezależnie od niej.
W drugiej z książek Ty jesteś Chrystus, która stanowi rodzaj osobistego wyznania wiary jej Autora, Autor podkreśla mocno nacisk zarówno na bóstwo Chrystusa, jak i na Jego człowieczeństwo, w sposób cudowny i przedziwny zharmonizowane w osobie Jezusa z Nazaretu. W następstwie osobowej jedności da się zgodnie z prawdą mówić nie tylko o tym, że Jezus Syn Maryi doznał przebóstwienia, ale także o tym, że prawdziwy i odwieczny Syn Boży, a więc Bóg, poddał się kenozie uczłowieczenia. Ludzka natura Jezusa stała się kształtem boskiej osoby Syna Bożego. Taka jest wiara Kościoła i taka jest wiara naszego Jubilata.
Ostatnią płaszczyzną zainteresowań Ojca Dionizego jest to co odnosi się do rzeczy ostatecznych człowieka i świata, czyli eschatologia. Podejmując się opracowania tej problematyki w książce „Ostateczny los człowieka i świata w świetle wiary katolickiej. Zarys eschatologii katolickiej, kierował się, jak sam zaznacza, pragnieniem, by służyła ona ludziom spragnionym pełni swojego człowieczeństwa, dążącym do domu Ojca, w którym ta pełnia znajdzie niezawodne urzeczywistnienie. Służba jej sprowadza się do rozpraszania wszelkich wątpliwości odnośnie do przyrzeczonego nam wiecznego nieba, jak również do umacniania naszej nadziei na ostateczne jego osiągnięcie.

Szlakiem mędrców

Z zarysowanej jedynie w wielkim skrócie, bogatej i barwnej biografii i bibliografii Ojca Profesora ukazuje nam się postać badacza zainteresowanego niemal każdą dziedziną teologii dogmatycznej. Człowieka zatroskanego o jej czystość i nienaruszalność, jak też potrafiącego przekazywać znane i stare prawdy językiem zrozumiałym dla współczesnych nam wierzących. Człowieka, który nie boi się podejmować nowych wyzwań i problemów trudnych, ale służących dobru Kościoła. Kościoła powszechnego, którego nikomu, nawet teologom przyzwyczajonym do powtarzania starych i przebrzmiałych formuł teologicznych, nie wolno zamieniać na prywatną kapliczkę. Człowiek, który nie boi się sprzeciwu, krytyki, niezrozumienia, także ze strony tych, na których zrozumienie miał prawo liczyć.
W poszukiwaniu tekstu Ewangelii, który najbardziej odzwierciedlałby życiową i naukową drogę Ojca profesora wybrałem Mt 2, 1-12 o wędrówce mędrców do Narodzonego w Betlejem. Z pewnością nie było łatwo o radość na szlaku utrudzonych mędrców. Znacznie prościej było narzekać wtedy na zmęczenie podróżą, na odciski, na niepewność kierunku dalszej wędrówki. Można było drżeć przed Herodem albo naiwnie przyjąć jego dyplomatyczne deklaracje za dobrą monetę. Mądrość gości ze Wschodu przejawia się także w tym, że w pejzażu z odciskami i Herodem potrafili wypatrywać gwiazd, odnajdując w nich to poczucie bliskości Boga, które rodzi radość serca, kierującego ludzkie szlaki w stronę Chrystusa. Wielkość i mądrość człowieka zależy też od tego, czy na szlaku codziennej wędrówki będzie sporządzał katalogi spotkanych Herodów, mierzył intensywność kurzu i błotnistość przydrożnych kałuż. Czy też raczej skieruje on spojrzenie ku gwiazdom, odczytując znaki nadziei, które Bóg wnosi na horyzont jego codziennego utrudzenia. Zmęczenie życiem i niezrozumieniem przez innych sprawia, że wędrując z pochyloną głową znacznie łatwiej zauważa się błoto niż gwiazdy. A nawet patrząc na gwiazdy, można widzieć w nich wyłącznie obiekty interesujące astronomów lub poetów. Znacznie trudniej odkryć w nich znaki Bożej bliskości. Dlatego też wierność Ewangelii i stylowi mędrców, także w przypadku teologa, wymaga konsekwentnej wrażliwości na bliskość Bożych gwiazd, których widok przywraca nadzieję i radość. Ojciec Profesor, wybitny w kraju nad Wisłą teolog, do takich Mędrców należy. Niech więc Boże gwiazdy wskazują Ojcu bliskość Boga, pomnażają radość i nadzieję i rozświetlają życiowe i teologiczne ścieżki na długie jeszcze lata, a na nagrodę miru wiecznego niech długo jeszcze czeka.

ks. Wojciech Życiński SDB