Ostatnie szpakowisko?

  3 tygodnie temu     3859 Views  

Wiadomość o śmierci ks. Andrzeja Szpaka obiegła cały świat, a media informowały o umieraniu wśród salezjanów i młodzieży, w seminarium na Łosiówce. Ci ostatni prosili aby pogrzeb był w sobotę, tak aby wszyscy mogli przyjechać. „Musimy ich ugościć i przyjąć tak jak umiemy”, mówił ks. Adam Parszywka, inspektor, bo to będzie wielkie szpakowisko.

Już w piątek od godzin porannych zjeżdżali się z całej Polski. Z plecakami i karimatami, kolorowo ubrani, zajmowali miejsca w poszczególnych salach na dębnickiej parafii. Indywidualnie, w grupach i całymi rodzinami, rozbijali obóz wśród salezjanów. Kiedy przyjedziemy w sobotę rano, śpią gdzie się da, na korytarzach i wszystkich pomieszczeniach, przy Konfederackiej 6. W kościele na Dębnikach czuwają do 3 nad ranem. Są śpiewy i świadectwa. Wystawiony Najświętszy Sakrament do północy a oni w ławkach i na karimatach. Grają na gitarach i bębnach, w bocznej nawie dziewczęta plotą wianki z białych kwitów. Przy ołtarzu obraz Jezusa Miłosiernego, od lat noszony w pielgrzymce, którą prowadził od tylu lat. Na klęczniku jest niebieska sutanna, wyszywana kwiatkami i zwierzątkami. Znak rozpoznawczy Szpaka.

Msza Święta pogrzebowa rozpoczyna się o godz. 9,00. Nie pamiętam tylu ludzi na Dębnikach. Jeszcze większy ruch w internecie. Ponad 100 000 wszystkich wejść. Będący w kościele cisną się koło stojącej w centrum trumny. Ksiądz inspektor będzie pytał podczas homilii „czy ona nie jest za krótka”? I jakby sam odpowiada: „Powinna być dłuższa aby wszyscy ją zobaczyli, abyśmy mogli wyjść na ulice, tak aby każdy mógł jej dotknąć i zobaczyć i odtworzyć najpiękniejsze chwile”.

Mszy pogrzebowej przewodniczy ks. bp Antoni Długosz, długoletni przyjaciel ks. Andrzeja. Mówi o sobie, że jest „pierwszym ćpunem w episkopacie”, czym wywołuje entuzjazm. Oni przecież wiedzą dokładnie co to znaczy. Wielu z nich wyciągnął z dna nałogów w których tkwili. „On uratował mi życie kilka razy. Zawdzięczam mu to, że jeszcze dzisiaj żyje”, mówi mi wzruszona Agnieszka. „On przygarnął mnie ojcowską ręką. On zrobił we mnie przestrzeń dla Jezusa, żebym mogła doświadczyć prawdziwej wiary. Dzięki niemu po 21 latach przystąpiłam do spowiedzi. Od narkomanki poprowadził mnie to tego, że dzisiaj jestem matką 12 dzieci i mogę wybrać Jezusa, tego, którego kocham. Jestem owocem jego wiernego powołania”, mówi 56 letnia Anita.

Wszyscy obecni na pogrzebie zadają sobie tylko jedno pytanie: Na czym polegał fenomen ks. Andrzeja Szpaka? Ksiądz Parszywka w homilii wskazuje na fenomen miłości. „Otrzymał dar miłości, pojednał się z Bogiem na całe życie, by się Nim karmić. By się jednak nie zatrzymywać w kościele, ale by wychodzić do każdego kto jest głodny, spragniony chleba”. Dandi dodaje, że był „jak ojciec. Jak miąłem jakiś problem, to mogłem pójść do niego, pogadać, zatrzymać się. On był sobą, potrafił słuchać”. Ktoś inny dodaje: „Był zwariowany, ludzki i bliski każdemu człowiekowi. On po prostu nas kochał.”

Podczas Eucharystii czuć klimat święta. Łzy przeplatają się z brawami. Te najdłuższe będą po homilii, która zakończyła się odtworzeniem śpiewu Andrzeja „Kiedy będę do Ciebie szedł”. Mam wrażenie, że ta Msza Święta nie jest żałobna, ale dziękczynna. Zauważa to też ks. Parszywka, który mówi: „My się z Andrzejem się nie żegnamy. Przyszliśmy by podziękować za dar Andrzeja kapłana i salezjanina. Tak wspaniałego, zdolnego, prostego i szalonego salezjanina, którego powołał Bóg”.

O szaleństwie jego charyzmatu, słyszę podczas potężnej agapy w naszym seminarium, do którego przyszli wszyscy po pogrzebie. Tutaj wszyscy zostali nakarmieni. Opowiadają jaki był, jak żył i co dla nich zrobił. Lucy ma 35 lat i przyjechała z Czech. „On zasiał we mnie ziarnko wiary. Dzięki niemu mając 25 lat przyjęłam chrzest i znalazłam Pana Boga. Dzięki niemu zakochałam się w Polsce. Jak się modle, to tylko po Polsku, to mój język religijny. Kiedy go spotkałam byłam ateistką, dzisiaj wierzę w Boga”. Valdi dodaje: „Był człowiekiem, który potrafił się znaleźć w odpowiednim miejscu, czasie i z odpowiednim słowem do każdego człowieka”. Jedna z dziennikarek mówi wzruszona: „Nie znałam człowieka a przepłakałam całą Mszę Świętą”.

„Andrzeju, zwołujemy Szpakowisko”, powiedział ks. Adam Parszywka na rozpoczęcie pięknej liturgii, wspominając ostatnie chwile życia ks. Szpaka. Czy to już ostatnie? Nie przecież ostatnie będzie w niebie. Ktoś na forum napisał: „Już wiesz jak wyglądają oczy Boga”.

Ks. Andrzej Gołębiowski sdb

Foto: Monika Łącka, Gość Niedzielny i Sebastian Wiśniewski sdb