Chodziłem do przedszkola na lekcje portugalskiego

  4 miesiące temu     491 Views  

Wczoraj z Krakowa wyleciała do domu ostatnia grupa zawodników biorących udział w XXIX Światowych Igrzyskach Młodzieży Salezjańskiej. Dziś powinni dotrzeć do Manaus. Przywiózł ich stamtąd ksiądz, który kilka lat temu (jeszcze jako kleryk studiujący na Łosiówce) angażował się w działalność Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego – Młodzi Światu. Dziś sam jest misjonarzem w Brazylii. Z ks. Sławomirem Drapiewskim SDB rozmawia ks. Krzysztof Cepil SDB.

KC: Ile czasu zajęło nauczyć się portugalskiego, żeby być komunikatywnym? Bo Ksiądz się uczył „od zera”?

SD: – Tak. Jak przyjechałem, to umiałem tylko kilka słów. To żeby móc przeprowadzać pierwsze rozmowy – zajęło mi cztery miesiące. Ale nic bez nauki. W zeszłym roku chodziłem przez sześć miesięcy do przedszkola na lekcje portugalskiego, bo się razem z dziećmi uczyłem. Od podstaw.

KC: Kogo Ksiądz przywiózł na XXIX Światowe Igrzyska Młodzieży Salezjańskiej?

SD: – Młodzież ode mnie ze szkoły, czyli grupę dziewcząt i chłopców w wieku 13-15 lat. Chłopcy rywalizowali w piłce nożnej, a dziewczyny w siatkówce. Ale największy sukces spośród moich podopiecznych odniósł indywidualnie Alvaro Augusto Barros Brandao, który zdobył złoty medal w tenisie stołowym.

KC: No proszę, wracacie do domu z tarczą. Moje gratulacje! A jaka jest wasza szkoła?

SD: – „Od przedszkola do Opola”, czyli jest to zespół szkół o nazwie Colégio Paróquia Dom Bosco. Generalnie w koledżu (jak nazwa wskazuje) uczy się młodzież do 16. roku życia i nasz ma profil ogólnokształcący. Ale u nas uczą się również dzieci i mamy też studentów, bo w Colégio Paróquia Dom Bosco jest też fakultet afiliowany z UPS (Papieskim Uniwersytetem Salezjańskim w Rzymie). I nasi studenci zgłębiają filozofię, pedagogikę, zarządzanie itp. kierunki. Szkoła istnieje niemal sto lat – za dwa lata będziemy obchodzić jubileusz stulecia. To była pierwsza poważna szkoła w Manaus i dzięki niej miasto się rozwijało. Co się z tym wiąże – społeczność, która otarła się o szkołę, jest naprawdę spora. Kiedyś w tej szkole uczyło się ponad trzy tys. uczniów. Obecnie mamy siedmiuset uczniów, a ich liczba ciągle spada.

KC: – Z czego wynika ten trend?

SD: – Jedną z przyczyn jest to, że Kościół katolicki notuje liczne odejścia katolików do protestantów. Po drugie, powstało wiele szkół, które stanowią coraz większą konkurencję. Po trzecie, w Brazylii mamy kryzys ekonomiczny – a trzeba pamiętać, że szkoły prywatne, w tym katolickie – są tam płatne. Kolejnym problemem jest to, że rząd brazylijski zmienił ustawę, co nie sprzyja szkolnictwu katolickiemu.

KC: – Kto chodzi do waszej szkoły?

SD: – Nasza szkoła jest ukierunkowana na uczniów z rodzin klasy średniej niższej. U nas płaci się za czesne, podobnie zresztą jak w każdej szkole prywatnej w Brazylii, ale naszą szkołę wyróżnia filantropijny charakter i co piąty uczeń naszej szkoły nic nie płaci ze względu na trudną sytuację materialną rodziny. Z tej samej przyczyny wielu uczniów płaci tylko połowę czesnego…

KC: – Czy wszyscy wasi uczniowie są katolikami?

SD: – Nie, duża część jest protestantami, mamy też kilku muzułmanów.

KC: – Jaką funkcję pełni Ksiądz w szkole?

SD: – Jestem wicedyrektorem – odpowiadam za zarządzanie, administrację szkolną oraz za asystencję salezjańską wśród młodzieży. Mieszkam w szkole, więc mam nieustanny kontakt z naszymi uczniami.

KC: – Słyszałem, że Ksiądz został też proboszczem. Gratuluję! Jak to jest zostać proboszczem cztery lata po święceniach?

SD: – W Brazylii łatwo jest zostać proboszczem. Wyświęcą cię i zaraz robią proboszczem… Czuję się z tym normalnie.

KC: – Proszę opisać zwykły dzień swojej pracy…

SD: – Rano przyjmuję uczniów przychodzących do szkoły. Potem są modlitwy, potem śniadanie. Potem idę do biura, spotykam się też z pracownikami szkoły. W ciągu dnia mamy trzy dłuższe przerwy między lekcjami, w czasie których spotykam się z uczniami, którzy w tym czasie przychodzą na boisko. Mogą tam grać w piłkę, zjeść drugie śniadanie, porozmawiać z nauczycielami, czy ze mną. To są te momenty salezjańskiej asystencji. W południe jem obiad, po którym przyjmuję w szkole drugą zmianę uczniów (pierwsza zmiana kończy lekcje w południe). A druga zmiana zaczyna lekcje od 13. Później wracam z powrotem do pracy biurowo-administracyjnej – a jeszcze o 14.30 jest ostatnia długa przerwa, gdy idę na boisko i asystuję młodym. Potem znowu wracam do biura, a o 17.45 mamy mszę ze współbraćmi. Ale to nie koniec moich obowiązków, bo jestem koordynatorem biura projektów misyjnych i odpowiadam w prowincji za pozyskiwanie funduszy – czyli zajmuję się też fundraisingiem itp. sprawami. Jestem też ekonomem w domu, więc dbam o finanse, płacę rachunki, wieczorami jeżdżę na zakupy. Ponadto w naszym kościele Colégio Paróquia Dom Bosco odprawiamy dla ludzi msze św., a po mszach niedzielnych spotykam się z parafianami.

KC: – To ilu współbraci jest w salezjańskiej wspólnocie w Manaus?

SD: – Jest nas czterech: oprócz mnie jest jeszcze Włoch i dwóch Brazylijczyków. Jeden Brazylijczyk i Włoch są już starsi, więc większość obowiązków dzielę ze drugim Brazylijczykiem.

KC: – A jak Ksiądz wypoczywa?

SD: – Lubię sobie w sobotę jechać nad rzekę Rio Negro i trochę popływać.

KC: – Jak się żyje w Manaus w porównaniu z Polską?

SD: – Manaus liczy sobie ponad dwa miliony mieszkańców. Z czego blisko połowa może żyć w fawelach, czyli dzielnicach nędzy. W wyniku tych nierówności społecznych – wielkim problemem jest przemoc. Skala tego zjawiska jest ogromna. Dlatego też ludzie zapisują dzieci do szkół prywatnych, bo jest tam bezpiecznie. Każda szkoła prywatna ma ogrodzony teren, strażników. W ogóle dla moich uczniów jest szokujący fakt, że idziemy przez Kraków całą grupą, każdy może sobie trzymać telefon i w zasadzie niczego nie musimy się obawiać. W Manaus w biały dzień z bronią w ręku cię mogą napaść i chyba nie ma tam osoby, która jeszcze nie była napadnięta i obrabowana. Powszechne są tam różne rodzaje przemocy: fizyczna, psychiczna, emocjonalna, seksualna…

KC: – Rozumiem, że jest to problem całego społeczeństwa. A z jakimi problemami zmaga się brazylijska młodzież? W skali całego kraju, nie tylko waszej szkoły?

Dużym problemem są narkotyki – skala zjawiska jest większa niż w Polsce. Mamy – na szczęście tylko nielicznych – uczniów, którzy zmagają się z tym uzależnieniem. Ogólnie w skali kraju można mówić o problemach zakorzenionych w kulturze, jak np. wczesna inicjacja seksualna, powszechność tzw. wolnych związków bez zobowiązań, kultura „macho” usprawiedliwiająca użycie przemocy przez chłopaka wobec dziewczyny i ogólna niedojrzałość mężczyzn przejawiająca się nieodpowiedzialnością.

KC: – Dziękuję bardzo za rozmowę!

foto: ks. Andrzej Gołębiowski SDB, Justyna Sobczyk, ks. Krzysztof Cepil SDB