Tajemnica Wniebowzięcia, a ułomność porównań

  1 miesiąc temu     275 Views  

Gdy myślę o tajemnicy Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, to zawsze przychodzi mi do głowy skojarzenie z windą do nieba. Windy znamy z wieżowców i wysokich biurowców. W sumie to tylko mechanizm wynoszący wysoko ludzi, lub zwożący ich w dół. Ten mechanizm musi być napędzany prądem, żeby działać. W przypadku Wniebowzięcia wszechmogący Bóg swoją mocą sprawia, że Ta, która jest Matką Jego Syna, ta która jest Bożą Matką – w nagrodę za zrealizowanie swego powołania – dołącza do radości Ojca, Syna – Jej Syna! –  i Ducha Świętego. Tu zauważamy wady windy jako symbolu dzisiejszej uroczystości. Żeby opisać to niebo, do którego Maryja została wzięta przez Boga, już nie wystarczy wysokość, bo chodzi o zupełnie inny wymiar: ponadczasowy i nie związany z żadnym miejscem, jakie dzisiaj znamy. Ponadto winda nie kojarzy się nam ze szczęściem, jej celem nie jest uszczęśliwienie pasażera. A przecież nawet słowo „wniebowzięty” również w naszym codziennym słowniku oznacza człowieka bezgranicznie szczęśliwego.

W tajemnicy Wniebowzięcia Maryi zawarta jest więc myśl o osiągnięciu absolutnego szczęścia. Nawet niewierzący podświadomie chcieliby, żeby taki cel zwieńczał nasze życie, a jako katolicy wierzymy, że go osiągniemy we wspólnocie zbawionych. Gdy myślę o tym aspekcie, to do głowy z kolei przychodzi mi inny symbol: drogowskaz. Maryja jest Drogowskazem dla nas w drodze do celu, którym jest wieczne zbawienie. Jednak wiemy, że drogowskaz jest tylko wskazówką, że tak naprawdę on nas do celu nie przybliża. Wiemy jednak, że ci, którzy osiągnęli cel, mogą nam podpowiedzieć, jak ich sukces powtórzyć. Od nas tylko zależy, czy zechcemy podążyć sprawdzoną drogą. Maryja jest wzorem dla nas, ale sami wiemy czy na co dzień podążamy Jej śladami.  Czy modlimy się codziennie jak Ona? Czy ufamy Bogu wbrew wszelkim przeciwnościom jak Ona? Czy poszukujemy Bożej woli na modlitwie i w rozważaniu Pisma Świętego jak Ona? Czy podporządkowujemy nasze życie Bożej woli jak Ona? Czy wreszcie ofiarujemy Bogu nasze bóle, troski i cierpienia jak Ona?

Negatywna odpowiedź na te pytania może niejednego z nas załamać. Ale nie o to mi chodzi. Drogowskaz nie oznacza, że automatycznie pójdę prostą drogą do mojego celu, bo niestety mam skłonność do zbaczania z obranego kursu, bo mam skłonność do podążania własną drogą i do lekceważenia wskazówek. Dlatego też symbol drogowskazu nie wyczerpuje tajemnicy Wniebowzięcia NMP. Bo przecież wierzymy, że Maryja pomimo naszych słabości i niewierności nie przestaje nas kochać. Że jako kochająca Matka wstawia się za nami u swego Syna i jako nasza Orędowniczka nie przestaje nas na drodze naszego życia wspierać. Że jako Ucieczka Grzesznych przedstawia nas swemu Synowi jako godnych miłości i miłosierdzia; jako Jego braci i siostry, co prawda trochę pogubionych, ale właśnie dlatego nawet bardziej zasługujących na Jego miłosierdzie i przebaczenie.

ks. Krzysztof Cepil SDB
obraz ze strony: https://episkopat.pl/